niedziela, 29 września 2013

Ryż oto, czyli risotto!

Dzisiaj rozpracujemy temat risotto, w odpowiedzi na prośby moich, miejmy nadzieję, przyszłych czytelniczek. Risotto jest potrawą kuchni włoskiej. Podstawą tego dania jest odmiana ryżu, zwana arborio, która rośnie o dziwo nie w Chinach, a we Włoszech, niedaleko miejscowości Arborio w Piemoncie (północne Włochy) i stąd właśnie jej nazwa. Nie martwcie się zbytnio, ryż ten jest do kupienia także w Polsce, sprawdziłam. Znajdziecie go pod nazwą „ryż do risotto” lub „ryż arborio do risotto” (i wszystko jasne…). Wariacji na temat risotto zdaje się być nieskończenie wiele, Włosi przyrządzają tą potrawę z przeróżnymi składnikami, istnieje nawet truskawkowe risotto, choć nie próbowałam. Do moich ulubionych należy risotto z brokułami i niebieskim serem pleśniowym, risotto z gruszkami i gorgonzolą (przepis znajdziecie w tym poście), risotto warzywne i risotto z grzybami. Metoda wykonania tej potrawy jest również dość specyficzna i znacznie odbiega od naszych wyobrażeń na temat gotowania ryżu. Ale o tym zaraz się dowiecie, ponieważ pojawią się przez niektórych wyczekiwane przepisy ;-) Postanowiłam umieścić przepis na risotto z brokułami i niebieskim serem pleśniowym (na prośbę Karoliny) oraz risotto z grzybami i szafranem. Przepisy oba wydębiłam od najprawdziwszego Włocha z Genui, tudzież genueńczyka z Włoch – Francesco!




Risotto ai funghi e zafferano


(Po włosku nazwy dań brzmią bardziej poetycko)

Składniki:


  • 1 średnia cebula
  • 1/5 kostki masła
  • kilka świeżych grzybów (ok. 400g), idealnie prawdziwków, ale jeśli nie mamy ich akurat mogą być nawet pieczarki.
  • 2 ząbki czosnku
  • natka pietruszki
  • 1 opakowanie szafranu (ok. 0,12g)
  • 1 kostka rosołowa warzywna
  • ryż arborio – liczy się 2 pełne garści na osobę
  • oliwa z oliwek
  • sól
  • pieprz
  • parmezan (tarty lub w całości)


Wykonanie:

W jednym garnku przygotowujemy bulion, rozpuszczając 1 kostkę rosołową warzywną w wodzie (ok. ¾ litra). Jeżeli mamy wywar warzywny z naturalnych składników, jest oczywiście lepiej użyć naturalnego wywaru, opcja z kostki jest dobra, kiedy chcemy przyrządzić risotto szybciej. Kroimy cebulę w drobną kostkę. Do osobnego garnka wrzucamy masło i szklimy na nim cebulę aż będzie miała złotawy kolor. Następnie dodajemy do tego garnka ryż i przesmażamy go, mieszając z cebulą. Po minucie smażenia dolewamy do niego bulionu, ale tylko tyle, żeby przykryć ryż. Zniżamy gaz i pozwalamy się ryżowi gotować. Kroimy grzyby i natkę pietruszki. Na patelnię wrzucamy czosnek. Możemy go albo pokroić w drobniutką kostkę, jeżeli mamy zamiar go zjeść, albo przekroić tylko na połowę i po obsmażeniu usunąć z patelni. Następnie wrzucamy na patelnię grzyby, a po nich natkę pietruszki. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Smażymy grzyby, mieszając na patelni. Łatwo rozpoznać, kiedy grzyby są gotowe, ponieważ w procesie smażenia tracą wodę i kurczą się. Zawartość patelni przerzucamy do gotującego się ryżu i dolewamy do tego jeszcze trochę bulionu, który zdążył nam już w międzyczasie wyparować, ale i tym razem również tylko tyle, żeby pokryć składniki gotujące się w garnku. Na koniec dodajemy szafran i mieszamy go z naszym risotto. Szafran nada naszemu daniu piękny żółty kolor. Na tym etapie musimy już tylko ocenić, czy ryż jest już ugotowany, po prostu go próbując. Jeżeli mamy za mało bulionu, a ryż nie jest jeszcze ugotowany, zawsze możemy uzupełnić jego zwartość, dolewając jeszcze trochę, nie przesadzajmy jednak z tym, bo koniec końców risotto ma być osuszone, a nie wodniste. Kiedy ryż jest ugotowany, wyłączamy gaz i serwujemy risotto, nie zapominając o posypaniu go startym parmezanem przed zjedzeniem ;-)




Risotto z brokułami i niebieskim serem pleśniowym



Składniki:

1 średnia cebula
1/5 kostki masła
kilka różyczek brokuła (ok. 7)
mały kawałek niebieskiego sera pleśniowego, najlepiej gorgonzoli lub duńskiego sera castello.
2 ząbki czosnku
1 kostka rosołowa warzywna
ryż arborio – liczy się 2 pełne garści na osobę
oliwa z oliwek
parmezan do starcia


Wykonanie:

To risotto wykonuje się dokładnie tak samo, jak poprzednie. Zamiast grzybów na patelni wysmażamy różyczki brokuła na oliwie z czosnkiem do momentu aż są w miarę miękkie i się rozpadną. Potem przerzucamy je do garnka z gotującym się ryżem i jeszcze chwilę wszystko razem gotujemy do momentu, kiedy ryż jest gotowy. Na sam koniec dodajemy porwane kawałki sera pleśniowego i mieszamy, żeby ser się ładnie rozpuścił. I gotowe. Smacznego!

sobota, 28 września 2013

Frittata, czyli omlet, o który biją się południowcy

Każdy z nas ma takie momenty, kiedy w żołądku zaczyna burczeć, a po zaglądnięciu do lodówki okazuje się, że zapomnieliśmy o zrobieniu zakupów. Proponuję dzisiaj danie, które dobrze nadaje się jako danie kryzysowe w takich właśnie chwilach. Ziemniaki, cebulę i jajka pewnie każdy zawsze w domu ma, nie są to jakieś wyrafinowane produkty, należą raczej do gatunku tych podstawowych, które magazynujemy w domu na tzw. „czarną godzinę”. Do dania, o którym mowa, przyznają się zarówno Włosi, jak i Hiszpanie, Włosi nazywając je frittatą, Hiszpanie tortillą (tortilla de patatas), Polacy nazwaliby je omletem. Przedstawiam zatem przepis na omlet z ziemniakami i cebulą, ale ponieważ z Włochami łączy mnie więcej, w dalszej części tego artykułu będę nazywać tą potrawę frittatą. Prosta w wykonaniu, a smaczna i efektownie wyglądająca, to powinno przekonać nawet tych niezbyt zapalonych kucharzy.



Frittata


Składniki:


  • 1 średniej wielkości cebula
  • kilka ziemniaków (zależy jakie duże, pokrojone w talarki mają się zmieścić na patelni o średnicy ok. 20 cm) 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 5 jajek
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie trochę startego parmezanu



Wykonanie:

Cebulę kroimy w półplasterki, a obrane ziemniaki w talarki. Rozgrzewamy patelnię z oliwą i wrzucamy na nią ziemniaki i cebulę. Smażymy dopóki ziemniaki staną się miękkie na mniejszym gazie pod przykrywką posypane solą i pieprzem do smaku. Ziemniaków nie podgotowujemy wcześniej, smażymy surowe. Rozbijamy jajka w osobnym naczyniu, roztrzepując je widelcem. Doprawiamy je również solą i pieprzem. Kiedy ziemniaki i cebula są gotowe, trzeba je przełożyć do naczynia z jajkami. Do całej mikstury można zetrzeć trochę parmezanu, smak będzie wtedy lepszy.



Podkręcamy wówczas gaz na większy i wylewamy wymieszaną całość z powrotem na patelnię. Uzbrój się w cierpliwość, bo frittata musi się dość długo smażyć, ponieważ jest gruba. Przewracamy ją, jak dół się już upiecze, przekładając na płaski talerz albo jakąś pokrywkę (to jest dość trudne, ale zazwyczaj się udaje). Czekamy aż upiecze się z drugiej strony i gotowe. Smacznego!

czwartek, 26 września 2013

Full Polish Breakfast?

Od ponad roku mieszkam w kraju, którego jedną z wizytówek i znaków rozpoznawczych jest pierwszy posiłek w ciągu dnia – śniadanie. Chyba każdy mniej więcej wie, jak wygląda tzw. full English breakfast. Wszystko, absolutnie wszystko, jest smażone, nawet świeży pomidor. Pełny zestaw składa się obowiązkowo z: kiełbaski, która różni się od polskiej tym, że jest doprawiana ziołami i bardziej przypomina naszą białą kiełbasę, którą wrzuca się do żurku, boczku w plasterkach, jajka sadzonego, fasolki w słodkawym sosie pomidorowym, pokrojonych pieczarek, hash browns, czyli trójkątnych placków ziemniaczanych, i wspomnianego pomidora. Alternatywne wersje zawierają frytki, jajecznicę lub black pudding, coś w rodzaju naszej kaszanki. Jeszcze raz przypomnę, wszystko to wysmażone. Podają to zwykle z toastem i masłem. Porcja tłuszczu, jaką przyjmujemy podczas śniadania wyczerpuje pewnie nasze miesięczne zapotrzebowanie. Około 900 kcal. Jednak posiłek ten stał się tak popularny, że w hotelach mamy do wyboru zazwyczaj tylko dwa warianty śniadań: kontynentalne (na słodko, czasem dodatkowo z serem i szynką) i właśnie angielskie. Interesujące jest to, że często można słyszeć argument, jakoby kuchnia polska nie była aż tak popularna na świecie ze względu na to, że jest tłusta i ciężka. Pozwolę sobie nie zgodzić się i wysunąć tezę, że chyba jednak czynnik ekonomiczny miał tu większe znaczenie…



Zaczęłam się zastanawiać, jak można byłoby zdefiniować „full Polish breakfast” i czy jest coś takiego, jak jedna sztandarowa wersja śniadania w Polsce. Doszłam do wniosku, że na pewno byłyby to po prostu kanapki: kanapka z szynką, kanapka z serem żółtym, jajkiem na twardo, pasztetem czy chleb posmarowany jakimś smarowidłem twarożkopodobnym z supermarketu, udekorowane pomidorem, ogórkiem lub ketchupem. I nie ma co tu się silić na oryginalność, kanapki są najpopularniejsze. Dla nas podstawą posiłku, jakim jest śniadanie, jest tzw. „chleb i do chleba”, jak mówiła często moja mama, kwitując jedną frazą całą listę zakupów. Do tego pijemy herbatę, Polacy jako chyba jedna z nielicznych nacji piją ją z cytryną lub sokiem i generalnie lubią ją na słodko.
Po dojściu do tych konkluzji zaczęłam robić research na ten temat i odkryłam ze zgrozą, że wyważałam otwarte drzwi, ponieważ przed Euro 2012 ogłoszono w Polsce sondę na temat tego, co Polacy uznaliby za typowe polskie śniadanie. Internauci wybrali 5 wariantów typowego śniadania polskiego:

1. twaróg z nowalijkami, szczypiorkiem i rzodkiewkami podawany z pieczywem;
2. ciepłe drożdżowe bułeczki z masłem, gęstym musem jabłkowym, miodem lub twarożkiem;
3. jajecznica ze szczypiorkiem na maśle;
4. talerz polskich wędlin, w którego skład wchodzą: szynka różowa, szynka biała, pasztetowa oraz kiełbasa wiejska;
5. jajko na miękko od kury zielononóżki kuropatwianej z masłem ubitym z mleka krowy polskiej nizinnej z odrobiną kamiennej soli z Wieliczki.




Chwali się internatom niezwykły zmysł marketingowy, bo wymyślenie takich określeń sprawiłoby trudność nawet specom od reklamy. Zgodzę się z wynikami sondy, nie powiem, aczkolwiek uważam je za zbyt wyrafinowane, a niektóre odpowiedzi za przesadzone. Odpowiedź numer 4 to nic innego jak moje kanapki! Tylko, że z samymi tylko wyrobami mięsnymi. Wariant numer 2, śmiem twierdzić, chyba nie jest często praktykowany. Wariant 5. jest grubo przesadzony, bo nieważne z jakiej kury, ważne, że na miękko, a także Polacy rzadko kiedy oglądają mleko polskiej krowy, nie wspominając już o robieniu z niego masła – wersja zbyt idylliczna, acz ładna. Najbardziej chyba prawdziwa jest odpowiedź: twarożek z rzodkiewką i jajecznica. Mama mojej najlepszej przyjaciółki i moja sąsiadka zarazem miała zwyczaj robić taki twarożek i dawać swojej córci do Krakowa, kiedy ta wyjeżdżała pobierać nauki na uniwersytecie. Pisząc tego posta, zapragnęłam tegoż właśnie i czym prędzej pobiegłam do Tesco, gdzie zakupiłam twaróg półtłusty z Łowicza, polski chleb słonecznikowy, rzodkiewkę, jogurt naturalny i szczypiorek (ostatnie trzy niestety już brytyjskie). Efekt podziwiać możecie na zdjęciu powyżej.
Przerabiając ten temat, nie można nie wspomnieć o przybyłych do nas z Zachodu płatkach, musli i owsiankach, które coraz więcej Polaków zajada na śniadanie. Ale czy to można w ogóle nazwać polskim? Zupy mleczne robiło się u nas na kolację, wierząc, że przed snem trzeba przekąsić coś lekkiego. Ja sama próbuję się zmusić, ale jakoś nie mogę. Lata spędzone pod czujnym okiem mojej mamy, dają o sobie teraz znać. Śniadanie na słodko nie jest tym, na co mam ochotę po przebudzeniu. Czasem jem owsiankę i czasem jem płatki, ale nie jest to mój ulubiony smak o poranku. Nic na to nie poradzę. Uważam, że jajko idealnie pasuje do klimatu poranka i lubię je w każdej odsłonie. Oczywiście wiem, że to wszystko kwestia upodobań, a nie narodowości, dlatego zapraszam do dyskusji na ten temat na Rozmarynowym Blogu.

wtorek, 24 września 2013

O czym będzie mowa...

Muszę chyba zacząć od motywów. Dlaczego postanowiłam pisać pięćsetny blog kulinarny? I jak to się stało, że postanowiłam? No a jeżeli tak, to dlaczego mój blog będzie inny?
Zawsze zazdrościłam ludziom ich talentów i pasji. Nie żebym sama nie miała, ale na pewno nie takie, które są widoczne i które owocują jakimś pięknym dziełem, jak obraz, piosenka czy cudownie wyrośnięte ciasto. Uwielbiam muzykę, film, sztukę, a nade wszystko podziwiam ludzi, którzy umieją dobrze gotować, bo ja nie jestem w tym dobra. Taka ironia losu. Zastanawiałam się, co jest moją pasją. Bo co prawda lubię czytać książki i lubię chodzić do kina, ale czy jest coś, co sprawia, że chcę rzucić wszystko i oddać się temu jednemu tylko zajęciu z wypiekami na policzkach? Odpowiedź przyszła niedawno. Może kiedy dobiegamy trzydziestki, zaczynamy określać siebie dokładniej? W każdym razie zauważyłam, że mam w swoich zbiorach mnóstwo zdjęć potraw, którymi się zachwyciłam, a że zmieniałam kilka razy otoczenie, znalazły się tam m.in. potrawy kuchni polskiej, włoskiej i angielskiej. Zaczęłam praktykować fotografowanie jedzenia i wrzucać moje zdjęcia na facebooka. Zauważyłam, że jest to coś, co naprawdę mnie „kręci”. Znalazło się też paru znajomych, którzy pochwalili, i zdjęcia i potrawy. Byli i tacy, którzy chcieli przepis. Umieszczałam zdjęcia potraw kuchni polskiej, przez moją mamę lub siostrę przygotowanych, smakołyków, których próbowałam, jeżdżąc po świecie, ale głównie chyba dań, które wykonał mój, od prawie dwóch tygodni, narzeczony, Francesco. I to on właśnie któregoś dnia rzucił pomysł, że powinnam zacząć pisać bloga i że on się poświęci i udostępni swoje, autorskie niekiedy, przepisy. Ja pisać? Hmm… No dobrze, ale w jakim języku? Od ponad roku funkcjonuję w dwóch przestrzeniach językowych z racji zamieszkiwania na Wyspach Brytyjskich. Jak słusznie zauważył mój narzeczony, jeśli będę pisać po polsku, zawężę sobie krąg odbiorców. Decyzja nie była łatwa. Koniec końców zdecydowałam się pisać po polsku, bo tylko w tym języku będę w stanie najakuratniej oddać swoje myśli bez konieczności gimnastykowania swojego już niemłodego mózgu. Mam mimo to nadzieję, że czytelnicy stworzą szeroki krąg.
Tak więc mój blog nie będzie typowym kulinarnym blogiem, na którym będę umieszczać przepisy na dane potrawy czy ciasta. Będzie przedstawiał świat widziany z mojej perspektywy przez pryzmat wspomnień smaków i zachwytów smakami. Będzie trochę o jedzeniu w kontekście kulturowym. Będę definiować oryginalność naszej kuchni ojczystej. Będzie dużo kuchni włoskiej. I każda inna kuchnia też będzie, jeśli się w moim życiu pojawi. A z racji mieszkania w wielokulturowej metropolii, jaką jest Londyn, na pewno się pojawi. Przepisy też będą. Ale jak już pewnie wyczuliście, wszystko to z wybitnie subiektywnej perspektywy. Mogę tak najogólniej powiedzieć, że tematem mojego bloga będzie jedzenie. Co mnie będzie odróżniać od innych blogerek kulinarnych? Na pewno to, że sama nie gotuję ;-) Nie umniejsza to jednak mojej pasji do jedzenia, i samej czynności i jej przedmiotu. Bo jedzenie też może być pasją. I może przynosić owoce. Takim owocem będzie ten blog.
Zapraszam wszystkich, czytajcie, komentujcie i polecajcie innym. Wszak wszyscy wiemy, choć się nie każdy umie przyznać, że jedzenie jest w samym centrum ludzkiej atencji. Dlatego myślę, że czytelnicy się znajdą ;-)